Przeciwnik Ci wybaczy, Internet – nigdy!

W dzisiejszych czasach bardzo łatwo zostać pośmiewiskiem Internetu. Jedno nieodpowiednie zdjęcie i rusza lawina przeróbek (zwanych na amerykańskich forach MMA „romoshopami”), które przechodzą do historii. Zjawisko to nie omija także sportowców, w tym zawodników MMA.

„Ciężki nokaut to najmniejsza kara dla faceta, który odważy się na walkę w klatce z najlepszymi na świecie”, napisał kiedyś dziennikarz CKM'u. Chociaż toczyłem z nim spór na temat artykułu, po dłuższym czasie muszę przyznać mu rację, co do tego zdania. Przytomność po nokaucie, czy duszeniu się odzyska, nabyte kontuzje się zagoją, rekord walk można poprawić. Nawet szansę na walkę o mistrzostwo można otrzymać po raz drugi, czy trzeci. Ale internet nie zapomina i śmieszne obrazki, czy filmiki zostaną w nim - oraz w świadomości użytkowników - na zawsze.

Co roku odbywa się tysiące walk MMA. Wiele z nich kończy się w dość niespodziewany i niestandardowy sposób, jednak bohaterami przeróbek zostają tylko nieliczni zawodnicy. Zasadnicza większość to ludzie z najwyższej półki i walk wieczoru (także tych, w których stawką jest pas).


Krowa, która dużo ryczy...

Przegrać to ludzka rzecz. Ale przegrać, gdy zapowiadało się całkowitą demolkę przeciwnika? Uderzenia tak mocne, że będą bolały całą rodzinę do 10 pokolenia wstecz, czy poskręcanie go w marynarski węzeł - znacznie ułatwią stanie się pośmiewiskiem.

Ostatnio ofiarą swojego zachowania jest Chael Sonnen – mistrz UFC... w trash talkingu. Blisko rok temu był on bliski zdobycia prawdziwego pasa mistrzowskiego. Przez cztery i pół rundy niemiłosiernie obalał i obijał z góry Andersona Silvę. Mając zwycięstwo na wyciągnięcie ręki Sonnen niespodziewanie wpadł w duszenie trójkątne i skończył jak wielu pretendentów do tytułu mistrza wagi średniej w UFC. Dodatkowo, po walce badania wykazały, iż Sonnen miał, delikatnie mówiąc, podwyższony poziom testosteronu we krwi. Tak, mniej więcej, 17 razy ponad normę, dzięki czemu stał się rekordzistą w kolejnej dziedzinie.

Nie przejmując się niczym, po przymusowym odpoczynku od startów, Chael wziął Silvę na cel ze zdwojoną siłą. Atakował nie tylko mistrza, ale także jego ojczyznę - Brazylię, komentarzami, przy których poranna afera W&F wysiada. Zarzucał legendarnym braciom Nogueria, że po przybyciu do USA nie wiedzieli czym jest autobus i próbowali karmić go marchewką. A w innej kontrowersyjnej wypowiedzi na Twitterze stwierdził, iż „nie chciał obrazić Brazylijczyków, po prostu nie wiedział, że tam mają komputery i ktokolwiek to przeczyta”. Po prawie roku gadania doszło do wyczekiwanego przez fanów rewanżu, w którym Anderson Silva udowodnił, iż jego słaba dyspozycja w pierwszej walce z Sonnenm była spowodowana wyłącznie chorobą. Społeczność internetowa nie zawiodła:




Słusznie mawiają Amerykanie: „niech twoja gęba nie wystawia czeków, których twój tyłek nie nie jest w stanie pokryć”.

Myślenie nie boli

Za brak pomyślunku się płaci. Czasem bardzo wiele. Przekonał się o tym David Gardners, który podczas walki chciał pozdrowić publiczność Kraju Kwitnącej Wiśni. Czyn sam w sobie byłby zrozumiały, gdyby nie fakt, że za plecami Gardners miał Shinye Aokiego – jednego z najlepszych grapplerów w tym sporcie. Aoki nie mógł zmarnować okazji – gdy przeciwnik zamachał ręką i krzyknął „Hello Japan!” szybko oplótł rękę wokół jego szyi, zakładając kończące duszenie, zwane w BJJ mata leo.



Sama sytuacja była na tyle abstrakcyjna, że ciężko było ją przerabiać. Film z walki (a w zasadzie z jej końcówki), szybko stał się popularny. Dodatkowo, ówczesny sponsor Aokiego – firma Manto wyprodukowała okolicznościową koszulkę z napisem „Hello Japan – Hello Mata Leo”




Miłość do jacuzzi oraz stóp


Jeszcze inaczej internautom „wystawił się” Vitor Belfort. Wypomniano mu jego udział w reality show „Casa dos Artistas 2” (odpowiednik Big Brothera VIP). W programie, Belfort poznał swoją przyszłą żonę – modelkę i gwiazdę Playboya – Joanę Prado, a jednym z epizodów była wspólna kąpiel w jacuzzi (brzmi trochę swojsko) i lizanie stóp. Po przegranej z Andersonem Silva przez kopnięcie proste na twarz na sieci pojawił się montaż dwóch tych scen.




Złośliwość losu

Wyżej wymienione przypadki w dużej mierze zależały od samych zawodników. Więcej skromności w walkach, czy nierobienie głupot mogłyby uchronić ich przed złośliwościami. Z drugiej strony – wszystko jest częścią marketingowej gry. Widzowie wolą walki, za którymi stoi historia i tzw. hype, nawet jeżeli wynik ich trochę rozczaruje. Sama obecność w internetowych przeróbkach bynajmniej nie szkodzi zawodnikom. Pokazuje, że są cały czas popularni.

Najwięcej przeróbek dotyczy jednak zdjęć z sytuacji, na które zawodnik nie ma wpływu. Ciężko bowiem skalibrować swoją minę podczas otrzymywania ostatniego uderzenia. Komizm (czasem wątpliwy, bo chodzi przecież o zdrowie fighterów) tej sytuacji nie zawsze jest powiązany z tymi czynnikami, na które zawodnik miał wpływ. Bohaterami takich przeróbek stali się m.in. Rashad Evans, Chuck Liddel. Michael Bisping oraz wielu innych.

Liczba romoshopów świadczy o rosnącej popularności MMA i rzeszy aktywnych fanów, dlatego życzę sobie coraz więcej takich materiałów. Nie można przez całe życie być poważnym.

Na zakończenie przegląd wybranych przeróbek z różnych kategorii:


Rashad Evans - "Książe z Bel Air"



Mark Coleman w szale radości. Tę akcję pamięta się dłużej niż samą walkę.






Trwa ładowanie komentarzy...